poniedziałek, 21 maja 2012

Męsko - damskie...



Czy można ufać facetowi ? Czy to jest możliwe, że istnieją wierni, uczciwi, tacy na których można zawsze polegać? Czy może ten typ szlachetny i wierny jest jak Yeti, wielu o nim słyszało, ale nikt takiego nie widział. Złośliwi mówią, że każdy facet jest godzien zaufania i poza podejrzeniem dopóki...się nie wyda. Mój znajomy pracujący w typowo męskim towarzystwie - dość liczna grupa panów w różnym wieku - często opowiada anegdoty z życia swoich kolegów, które oni sobie w wolnych chwilach nawzajem opowiadają. Słuchając go zaczynam odnosić wrażenie, że większość z tych facetów miało, ma lub robi coś w tym kierunku, żeby mieć kogoś na boku. Oczywiście jak to bywa w męskich pogaduszkach trzeba brać przynajamniej małą poprawkę na te ich wynurzenia, gdyż nierzadko jest to próba zaimponowania kumplom. Z drugiej strony nawet biorąc pod uwagę te zastrzeżenia, zatrważające jest to jak wielu z nich chodzi na boki... I to niezależnie od wieku, stażu małżeńskiego czy tego jak zadbaną i atrakcyjną kobietą jest ich partnerka lub żona. Jaki to w ogóle ma sens? Gdzie w tym wszystkim jest wzajemne zaufanie i elementarna uczciwość wobec drugiej osoby, której coś się obiecuje, do czegoś wobec niej się zobowiązuje? Co ciekawe większość facetów nie widzi w tym nic złego, a nawet deklarują wielką miłość do swojej partnerki, nie wyobrażają sobie rozstania z nią i to wcale nie tylko z wygody. Niektórzy, zwłaszcza żonaci z dłuższym stażem czują się rozgrzeszeni tym, że  małżonka nie ma ochoty na seks lub innymi jej wadami bądź to w wyglądzie zewnętrznym, bądź cechach charakteru. Co najczęściej jest tylko wymówką, jak i opowieści sączone do ucha kochance, jaka to małżonka jest niedobra, jak nie rozumie i nie kocha... No po prostu "facet musi", a "przy jednej dziurze to i kot...", im się to po prostu należy od życia i już, nie ma dyskusji taka NATURA. Co ciekawe spojrzenie na te sprawy zmienia się o 180 stopni, kiedy sprawa dotyczy zdradzającej kobiety.
Mój przyjaciel, który żonę lubił zdradzać niemal od początków trwania ich małżeństwa - co nie przeszkadzało mu twierdzić, że bardzo ją kocha, kiedy się dowiedział po 18 latach wspólnego, zgodnego życia, że nagle i ona  zapragnęła od życia nowych wrażeń, namiętności i jest pan, który dla niej jest "kochaniem", wpadł w szał. Po kilku miesiącach mieli rozwód z orzeczeniem o jej wyłącznej winie. Tak go to biedaczka ubodło. Żeby było ciekawiej sam w tym czasie miał dyskretną znajomość na boku, ale bynajmniej nie dla tej pani się rozwiódł, ale dla urażonej dumy i własnej satysfakcji z zemsty za tę niewybaczalną zniewagę. Taka to jest podwójna moralność panów jeśli idzie o zdradę.  Jakoś tracą swój dystans, poczucie humoru i tolerancję kiedy ich ta przykrość spotyka i już im się nie wydaje, że to tylko niewinny skok w bok...






sobota, 19 maja 2012

Dorosłe dzieci

Wpadł mi w ręce ostatnio film Todda Fielda "Małe dzieci". Film już nie najnowszy, bo rocznik 2006, ale dotąd nie miałam okazji go obejrzeć, więc postanowiłam nadrobić tę zaległość. W rolach głównych jak zwykle znakomita Kate Winslet i Patrick Wilson.



Z pozoru lekka, łatwa i przyjemna fabuła, z narratorem w tle, obraz amerykańskich przedmieść, ale wcale nie o te przedmieścia chodzi i nie o "małe" dzieci wbrew tytułowi. One są tylko tłem, dla ludzi dorosłych ich tęsknot, słabości, strachu przed byciem dorosłym i odpowiedzialnością. Z rozwojem akcji obserwujemy jak "pod skórą" zwykłego, poukładanego życia miotają się pomiędzy swoją codziennością, a marzeniami i ambicjami, które mieli kiedyś, jak próbują walczyć z codziennymi problemami, samym sobą, brakiem celu, miłości, bliskości. Jak z tych braków rodzi się frustracja i szaleństwo. Film naprawdę dobry, skłaniający do myślenia, warto poświęcić dwie godziny.


piątek, 18 maja 2012

Początek

Dylemat chyba każdego, początkującego bloggera od czego zacząć?

Może najprościej, parę słów o mnie, dlaczego i po co?
Może to się wydać sloganem, ale jest faktycznie w tej 30-tce coś znaczącego, szczególnie dla kobiety. Coś się kończy, coś się zaczyna. Choć ciągle młoda, to jednak już nie podlotek. Z całkiem pokaźnym bagażem doświadczeń i gotowa na więcej. Niezależnie matka, żona, kochanka czy singielka - 30-tka to kobieta, która już zna siebie, swoją wartość, swoje dobre i złe strony. Wie na co ją stać, do czego dąży. Czasem błądzi, czasem się potyka, ale potrafi sobie radzić. Wie, że cokolwiek by się nie działo da radę. I jedno jest pewne ma ogromny apetyt na życie. W każdym razie ja na pewno go mam, choć ostatnio trochę na rozdrożu (ale o tym kiedy indziej :)), lubię życie, lubię go smakować, obserwować, czasem mnie cieszy i zachwyca , innym razem bulwersuje i zasmuca. Moimi spostrzeżeniami i wnioskami chcę się na tym blogu dzielić z innymi. Tym co ciekawe, zaskakujace, warte zastanowienia. Czasem będą to rzeczy ważne, innym razem drobiazgi, po prostu życie okiem 30-latki.